Dragonclub. Dlaczego tak świetna grupa… nie działa. Najlepsze wnioski

Dragonclub. Historia grupy biznesowej

Założyłem pierwszą grupę jeszcze przed wygranym szkoleniem i na długo przed wyjazdem do Indonezji.

Wtedy był to trochę inny projekt, podobny do popularnych „śniadań biznesowych”. Spotykaliśmy się w grupie osób prowadzących wrocławskie firmy i aktywnie spędzaliśmy czas. Było wspólne wykręcanie kilometrów na rowerach. Były wyjścia na basen, na kajaki, jazdę konną. Było wspólne nurkowanie. Wyprawy w Karkonosze. Wyjazd do tropical island. Oglądanie wschodu Słońca ze szczytu Ślęzy.

Nie potrzebowaliśmy „systemów rekomendacyjnych” ani formalnego prezesowania. Ktoś rzucał pomysł. Chętni łapali. Biznesy między sobą i wymiana doświadczeń działy się przy okazji.

Ogród Vision Villa - Bali

Ogród Vision Villa, wieczór – przerwa w zajęciach iLab. Zdjęcie T. Nowiński.

Bali i szkolenie iLab

Bali mocno otworzyło mi oczy.

Na wrocławskich spotkaniach wszyscy dobrze się bawili. Tylko że to… tak naprawdę nie były biznesy.

Ludzie się znali, pokazywali się od najlepszej strony. Coś tam robili pod płaszczykiem działalności. Efekt był jednak taki, że wszyscy tkwiliśmy w miejscu. Otoczeni takimi samymi małymi firmami, mogliśmy tylko tkwić i pocieszać się, że może idzie nam odrobinę lepiej, niż naszemu otoczeniu. Zapłacony ZUS, najczęściej bez zatrudnionych pracowników, jeszcze częściej bez wzrostu, bez rozwoju. Od pierwszego do pierwszego.

Niczym się to nie różniło od zwykłego etatu. Nie było impulsu do zmiany. Nie było wizji wyjścia na większy rynek. Przetrwać i móc się bawić we wspólnym gronie. A do tego dzisiaj wiem, że większość z „paczki” znajdowała się niezależnie od profilu Wealth Dynamics na poziomie podczerwonym lub czerwonym w Wealth Dynamics Spectrum.

Można inaczej?

Oczywiście, można. Dlatego zupełnie zmieniłem koncepcję.

Chcesz być w grupie? To powinieneś chcieć się rozwijać, poznawać stare, nowe, najnowsze, takie jak twój, inne niż twój, sposoby prowadzenia biznesu.

Mogę ci pomóc od strony prawnej i księgowej. Mogę pokazać instrukcje i porady, żebyś nie utknął na etapie jednoosobowego etatu i myślenia gdzie teraz zarobić na ZUS.

Mogę przedstawić cię moim mentorom. A jeżeli pokażesz swoją wartość, mogę polecić cię i dać ci moje kontakty.

Wszystko, byle tylko nikt w grupie, nikt w naszym otoczeniu, nie stał w miejscu.

Na przykład iLab?

Na iLabie wiedza ma to postać instrukcji krok po kroku, planu do prostego zrealizowania. Podobnie przy korzystaniu z kanwy i innych modeli biznesu.

Czy to działa? Oczywiście.

Tylko każdy z tych sposobów ma jeden główny problem: niedziałającego użytkownika, który zwykle myśli że system zrobi coś za niego. Nie. Krok za krokiem. Łatwy i mały krok za krokiem. Ale jednak krok.

Przykładów na skuteczność znam dużo. Najbardziej przemawia do mnie jeden: Dziewczyna, która od razu po swoim iLabie zastosowała całą wiedzę w praktyce i w rok dotarła do 2 mln dolarów. Wyszła na rynek międzynarodowy. Z Chin. Z bardzo kiepskim angielskim.

Chcesz mi powiedzieć, że w Chinach miała łatwiejszy start od twojego, w UE?

Krok za krokiem.

I prawdopodobnie w tym właśnie tkwi pierwsza pułapka. Dotyczy to także mnie:

Poznałem mój profil WD i poziom WDS. Wiedziałem czego w biznesie mam unikać. Wiedziałem też dobrze co powinienem robić. 7-10 punktów instrukcji, jako wynik WDS. Dokładny plan działań jako efekt iLabu. Ba, pierwsza nagroda za najlepszy własny plan działań na międzynarodowej konferencji. I? …. I nic!

Bo jak prawdopodobnie 99% osób prowadzących firmę, po wygranych i po powrocie ze szkolenia, założyłem że:

  1. Wiem i tak lepiej, bo to jest Polska i mamy tu inne warunki, przepisy itp.
  2. To jest „ZA PROSTE ŻEBY MOGŁO DZIAŁAĆ”

Efekt? Zacząłem kombinować. I przekombinowałem. Zrobiłem po kolei wszystkie błędy, przed którymi byłem ostrzegany na iLabie.

Od kilku miesięcy zmieniłem podejście. Przestudiowałem wszystkie materiały. Przeczytałem notatki. Zrobiłem rachunek sumienia. Stosuję najprościej jak się da. Literalnie. Systematycznie.

Widzę pierwsze fajne efekty.

Wiem że osoby pojawiające się w grupie i znikające z niej bardzo często mają właśnie takie podejście, jakie ja miałem wcześniej.

Drugi powód?

Jest jeszcze drugi powód „niedziałania” grupy. To trochę moja wina.

Zapraszam, chcę pociągnąć w górę, nauczyć, podzielić się. Pokazuję możliwości. Pokazuję co osiągnęli inni na tej samej drodze. Pokazuję ludzi startujących z gorszych miejsc na świecie. Pokazuję ich efekty. Mogę ich zaprosić na spotkanie grupy aby wystąpili przez skype, możesz z nimi porozmawiać.

I właśnie to nie działa. Bo historia 25 latki z Chin budującej biznes za 2 mln USD jest zbyt odległa. Bo wiedza jak razem budować firmy, które będą zdrowe w środku i dzięki temu będą mogły wejść na światowe rynki jest zbyt nierealna. Bo pomysł, by po przepracowaniu całego roku, razem, całą grupą Dragonclub pojechać na Bali na miesiąc, uczyć się od najlepszych biznesmenów Azji i Australii, poznać ich osobiście…

Nie, Tomek, ja potrzebuję się dowiedzieć, jak zarobić 450 złotych w następnym tygodniu i jak nie stracić sklepu.

Coś, czego możesz się z nami nauczyć, co przeżyć za rok, może półtora roku (to zależy od ciebie, nie ode mnie) – to wcale nie przeszkodzi w prowadzeniu sklepu. Pomoże też w jego utrzymaniu, ustabilizowaniu firmy. Albo wręcz przeciwnie, pomoże podjąć decyzję o rezygnacji z jakiegoś jej kierunku, obszaru.

Może właśnie z tego sklepu, aby zrobić miejsce na coś, co pozytywnie zmieni całe twoje życie.

- komentarze
  1. 18/11/2016
    • 18/11/2016

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *