Kadry i płace – jak to się zaczęło

Moje kadry i płace – zaczynając od Adama i Ewy

Kadry i place Jak to sie zaczelo

Przypadek za przypadkiem

Nie planowałem przyszłości związanej z kadrami i płacami. Widziałem się bardziej w marketingu albo controllingu.

W 1993 roku przypadkiem pojechałem na praktyki językowe do Bad Muskau w Niemczech. Nie znając jeszcze niemieckiego, z podstawami informatyki ze szkoły, musiałem intuicyjnie poradzić sobie z Windowsem i pakietem MS Office.

Dla pełnej jasności sytuacji: komputery były wtedy tylko stacjonarne, internet był tylko w szkole, na informatyce uczyliśmy się komend systemu dwójkowego i komend DOS’a, drukarki były nieliczne i igłowe, a w ubogiej pracowni komputerowej królował „Wolfenstein 3D”.

Takie przed praktykami miałem pojęcie o IT. Wyjazd był przełomem.

Po powrocie do Polski nadal miałem dostęp tylko do komputerów z DOS’em lub pirackim Windowsem 3.11, ale już wiedziałem, że przyszłość to informatyka. Dzięki starej cyfrowej maszynie do pisania opanowałem klawiaturę. A znajomość Office’a przywiozłem z Niemiec. Obsługa pirackich polskich wersji była banalna.

Chwilę przed maturą przypadkiem dostałem pierwszą pracę w analizach finansowych. Wśród znajomych tylko ja znałem Excela i Worda. Zlecenia zapełniały kalendarz na kilka tygodni do przodu.

 

Przypadek Pani Basi

To była spora firma usługowa. Zestawień i analiz było sporo, ale i tak się nie przemęczałem. Nagle okazało się, że poza analizami umiem w wolnej chwili naprawić coś w systemie, przyspieszyć komputer, odwirusować itp.

Pamiętam rozmowę bardzo dokładnie. Złota polska jesień. Wietrznie. Szef firmy prosi mnie do gabinetu.

– Panie Tomaszu, mam sprawę do pana, tak między nami, pan zna się na komputerach.

– Trochę, ale trudniejsze rzeczy to lepiej Darek (zewnętrzny stały informatyk) – odpowiedziałem niepewnie, spodziewając się prośby o usunięcie jakiegoś wirusa lub odzyskanie pliku.

– Panie Tomaszu, nikt jeszcze w firmie nie wie, nie chcę paniki, ale pani Basia (kadrowa) poinformowała nas dzisiaj, że więcej się nie zjawi. Mamy dwa tygodnie żeby zrobić wynagrodzenia. I tak pomyślałem, ze tylko pan da sobie radę z programem. Ludzie muszą dostać wypłaty w terminie.

– Ale panie prezesie, ja nigdy nie zajmowałem się płacami!

– Ma pan obietnicę telefonicznego wsparcia pani Basi.

Przez głowę przelatywało mi 100 myśli na sekundę. Czułem się jak przy podejmowaniu decyzji o wyjeździe do Niemiec. Nieasertywnie, zgodziłem się pomóc, nie wiedząc na co się zgadzam.

To była prawdziwa droga przez mękę. Ubezpieczenia, zasiłki, dodatki na dzieci… Trafiło mi się chyba wszystko, co mogło się trafić. I nieogarnięte (wtedy jeszcze nawet nie wiedziałem, jak powinny wyglądać) akta osobowe. „Pełne” wsparcie telefoniczne ograniczało się do dwóch rozmów dziennie. Siedziałem nad instrukcją do programu, po nocach robiłem notatki, żeby rano sprawdzić, czy w tej wersji porada z instrukcji  nadal działa.

Paczka z przelewami poszła do banku. Ludzie dostali wynagrodzenie z jednodniowym poślizgiem. Trzy miesiące później zamykałem rok.

 

Efekty długoterminowe

Dzięki tamtej krótkiej rozmowie, od 1997 roku prowadzę kadry cały czas.

Nauczyłem się automatyzować czynności, wyciskać z programów i komputerów wszystko co da się z nich wycisnąć. Moje przykładowe rekordy:

1. Jednoosobowe prowadzenie trzech oddziałów firmy, po 250 osób w każdym dziale.

2. Zastąpienie całego działu kadrowo-płacowego przez 4 miesiące, 190 zatrudnionych osób. Niby nic, ale zrobiłem to budując jednocześnie dział controllingu finansowego.

3. Odtworzenie rocznych naliczeń wynagrodzeń i danych pracowników. Zweryfikowanie zgodności kwot PIT-4R i wpłat. Wystawienie i wydrukowanie 1100 sztuk PIT-11. W tydzień. Skończyłem 27 lutego rano.

 

A od 2012 roku prowadzę szkolenia z kadr i płac

I to też był przypadek, bo moja przygoda szkoleniowa zaczęła się od rozmowy po treningu nurkowym.

– Prowadzisz kadry? A na komputerze też? Bo nasz szef szuka kogoś do projektu szkoleniowego. Może chociaż kogoś znasz, bo za dwa tygodnie zaczynamy zajęcia, a poprzedni trener zerwał umowę.

– Prowadzę kadry, ale nie wiem, nie prowadziłem takich dużych szkoleń. Zastanowię się.

Sprawę po tygodniu przypieczętował szantaż:

– Wpadniesz podpisać umowę na zajęcia? – usłyszałem w słuchawce.

– Jaką umowę? Przecież ja się jeszcze nie zgodziłem.

– Tomek, nie rób mi tego! Ja cię poleciłam szefowi, powiedziałem że to bierzesz. Jak teraz powiem, że nie, to mnie zwolni!

I tak zaczęła się moja przygoda ze szkoleniami, która trwa do dziś. Tak zaczęła się ta strona.

Tak pojawiła się pierwsza, historyczna „Akademia kadr i płac”.

 

Dlaczego „Akademia kadr i płac”?

Cały czas mam w pamięci „przypadek pani Basi” i to, jak się wtedy męczyłem, rzucony na głęboką wodę.

Nauczyłem prowadzenia kadr kilkaset osób. Prowadziłem wdrożenia systemów kadrowo-płacowych ze wsparciem powdrożeniowym działu – kolejne kilkadziesiąt osób. Przeprowadzałem studentów przez praktyki w dziale, ucząc zawodu od zera.

Akademia powstała z jednego, ważnego powodu:

Żeby każdy, kto przejdzie przez moje szkolenie,

miał łatwiejszą drogę.


Kliknij po szczegóły: „Akademia kadr i płac” – nabór jesień 2018

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.