Lista dowodów potwierdzających, że jesteśmy inni

Wpis aktualizowany. Takie życie, że co jakiś czas trzeba dodać coś do listy.

My, w tym wpisie, to ja i moja rodzina.


Lista „inności” i niekonsekwencje

  • Nie mamy telewizora ani radia

    Nasz „wróg najgorszy”. Nie lubimy, nie tolerujemy, nie chcemy mieć. Nie potrzebujemy zapraszać do domu polityki. Nie chcemy podnosić sobie ciśnienia negatywnymi programami informacyjnymi ani agresywnym kinem akcji. Zakładamy że jeżeli zdarzy się coś naprawdę ważnego, pozytywnego lub nie, nasi sąsiedzi i tak nam o tym powiedzą. Dzieci nie wiedzą co to Świnka Pepa, ani o co walczyły Atomówki (ktoś w ogóle wie?). Za to wiedzą, co to książeczka, potrafią (2 i 3 latka) jeździć bez bocznych kółek i znają wszystkie dziury na wszystkich najbliższych podwórkach.
    Nasz „telewizor” (po przycince) wygląda tak:

    akwarium

    Nasz „telewizor”

  • Nie wyjeżdżamy pracować za granicę

    (Edit: Na razie jeszcze nie, chociaż jak coś nie idzie, to odgrażamy się, że już niedługo) Dlaczego to dziwactwo? Bo wielu naszych znajomych i przyjaciół wybrało taką drogę. Nie pracują na zmywakach i nie planują tłumnych powrotów. To jeden z punktów, którego nie rozumiem, bo świetnie czuję się za granicą, odnajduję w nowych miejscach i chętnie poznaję ludzi. A jednak jesteśmy tu.
    Czy praca zdalna dla zagranicznych firm liczy się jako tu? Hmm.

  • Cenimy minimalizm, ale…

    jesteśmy jednocześnie zbieraczami. Regularnie pozbywamy się książek, tłumacząc to sobie odzyskaniem miejsca i mniejszym chaosem w domu. Przyznaję sam przed sobą, chociaż niechętnie: Robimy to chyba tylko po to, żeby kupić nowe.

  • Mamy wspólne plany i wizje na następne kilkanaście lat

    To może akurat nie jest dziwne. Z drugiej strony, ludzie z naszego otoczenia, potrafią nie mieć wizji najbliższego tygodnia. Dodatkowo wszystko komplikuje to, że w naszych planach ciągle dużo jest dziecinnej wiary, zmieniania i zbawiania świata itp. I nie chodzi o dokładny plan, tylko o strategię, ogólny zarys.

  • W naszych wizjach przyszłości jest kilka lat życie poświęcone na…

    na przykład zorganizowanie szkoły pod żaglami, zabranie dzieciaków na morze, pokazanie im świata, innych kultur, ludzi, religii, kuchni. I na poznanie nietypowych szkół, jak Green School na Bali (to tylko pierwsza z brzegu na naszej liście).

  • Jeżeli dasz naszym dzieciom zabawkę militarną…

    dostaniesz bana na odwiedzanie nas, aż nie osiągną pełnoletniości. Dotyczy osób od pierwszego stopnia pokrewieństwa do znajomych będących na szóstym stopniu oddalenia. Nie wymaga komentarza. Jeszcze zdążą dowiedzieć się w co bawią się dorośli.

  • Nasze dzieci nie są ochrzczone

    Dajemy im wybór. Wierzymy. Szanujemy Boga, tradycję i inne wyznania, ale chrzest tylko ze względu na tradycję i „bo co ludzie powiedzą” byłby chyba niezgodny z doktryną? Na razie znamy jedną osobę w najbliższym otoczeniu, która zdziwiła się, że ktoś jeszcze się tak odważył. I wiele osób, które mówią, że zazdroszczą nam odwagi, albo że „nie chcieliśmy, ale rodzina nie dałaby żyć”. Smutne.

  • Nasze dzieci nie wybierają się do publicznej szkoły

    Ponad dwadzieścia lat niedofinansowanego, koszarowo-więziennego systemu, zabijającego ciekawość świata. Uczącego bycia w widełkach średniej, w schemacie, niewyłamywania się. Z nauczycielami, którzy nie powinni wylądować w tym zawodzie (sam przez wszystkie lata nauki miałem szczęście spotkać dosłownie kilku prawdziwych Nauczycieli, z powołania i pasji). Świat poszedł do przodu, a w podręcznikach to, co jeszcze za mojej edukacji dawno było przeterminowane.
    Nasze dzieci otrzymają edukację, także tę formalną (czyli będą zdawać egzaminy według nieaktualnych podręczników, żeby nie zamykać sobie dróg i możliwości), ale będzie to edukacja na naszych zasadach. I nie, nie oznacza to, że nie będą mieć kontaktu z innymi dziećmi, bo wokół nas jest już cała grupa rodziców z podobnymi planami. Tak, możesz się z nami spotkać i nas poznać.

  • Staramy się wytrwać w wegetarianizmie, tylko dorosła część rodziny

    Bo tak. Bo lubimy eksperymenty i nowe smaki. Bo tak jest zdrowo. Szczerze, to los zwierzaków też ma w tym swój udział, ale jednak to nie jest do końca ta wspaniała, uduchowiona ścieżka. I nikogo nie zmuszamy, nie przekonujemy, nie zachęcamy i nie zniechęcamy. A jak mamy ochotę na przerwę i schabowego, to robimy schabowego, świat przez to też nie upada, sprawdziliśmy.


Ciąg dalszy nastąpi

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *