Migawki z Fast Forward Your Business 2017

Ogórek w deszczu

Wyjazd spod znaku snickersa

To były bardzo intensywne dni. Nie obyło się (jak zawsze) bez niespodzianek i przygód, ważnych rozmów, pomysłów i nowych znajomości.

Londyn przywitał mnie potężnym deszczem. Nie takim deszczem – deszczem. Ścianą deszczu. Wojskowa peleryna przeciwdeszczowa, osłona na plecak, próby przeczekania, wszystko na nic. Po kilku minutach byłem zupełnie przemoczony.

Do hotelu dotarłem po godzinnym spacerze. Jedyna myśl: „Jeszcze kilkanaście minut, padam w suchą kołdrę i śpię”. To byłoby zbyt łatwe. W hotelu zaskoczyła mnie moja karta, z zapasem pieniędzy, ale zupełnie niedziałająca. Z resztą nie chciała też działać w żadnym innym miejscu, od bankomatu zaczynając, na drobnych zakupach w tesco kończąc. I tak w hotelu, w pierwszych godzinach pobytu pozbyłem się całej gotówki, którą zabrałem na wyjazd. Pokój o niższym standardzie, ale przynajmniej miałem gdzie spać.

Gorzej z jedzeniem. Bilet na konferencję nie obejmował jedzenia. Po podliczeniu resztki drobnych, zrobiła się prawdziwa szkoła przetrwania. Sytuacja w sumie bardziej mnie bawiła, niż stresowała. Byłem przecież w cywilizacji, wśród ludzi.

Ciekawe doświadczenie: Jedziesz na spotkanie ze śmietanką biznesu. Masz prezentować swoje projekty, proponować współpracę. Z drobnymi w kieszeni masz zrobić wrażenie stabilnej firmy. Co zrobisz jeżeli rozmowy przeniosą się do restauracji? „Nie, wiesz, jestem na diecie. Jakiej? Takiej specjalnej, wodnej. I snickersy. Lekarz nawet zabronił mi pić kawę, poza tą serwowaną na konferencji” 😉

Poddasz się, czy mimo przemoknięcia, 2 godzin nocnego spaceru i głodu, z uśmiechem ruszysz do przodu?

(OK, przesadzam, ani przez chwilę nie byłem głodny)

Potraktowałem to jak mały test. Włączyła mi się wersja „survive”: 2.80 funta dziennie. Jedyną rozsądną opcją było kupienie wody plus coś kalorycznego, jak w górach, czyli czekolada, orzechy, cukier itp. Plan zdrowego jedzenia upadł. Dwa pierwsze dni całkiem nieźle przetrwałem na snickersach. Dorzuciłem kawę serwowaną w przerwach.Odpadała też możliwość poruszania się metrem. Przed każdym spotkaniem w City musiałem przewidzieć 1,5 godzinny spacer z hotelu.

Sytuacja zmieniła się po dwóch dniach, drugiego dnia konferencji. Pogoda od rana była fantastyczna, nastrój też. Pierwsze spotkanie też przed częścią oficjalną, ale 1,5 godziny później. Z Tower Bridge oglądałem piękny wschód Słońca nad Tamizą.

Londyn – City

Dzień zaczął się i zapowiadał fantastycznie. I był fantastyczny. Przy rejestracji spotkałem Simone. Zdziwiła się moją próbą rejestrowania się.

Tomek, ale dlaczego nie jesteś na śniadaniu ze wszystkimi platinum i dlaczego się rejestrujesz?

Taki tam mały błąd w generowaniu biletów. Chwilę później na mojej szyi zawisła plakietka ze zdjęcia.

Platinum Fast Forward Your Business 2017

Nie miałem pojęcia, że mój bilet jest w najwyższej możliwej wersji. Dowiedziałem się też, że system rezerwacji generuje ten sam błąd drugi rok z rzędu.

Nagle z poziomu braku jedzenia, dostałem się do ekskluzywnej kuchni, do najwyższej ligi obecnych gości.

FFYB 2017 – lunch

Zamiast na wodę i jedzenie, mogłem 2.80 funta dziennie wydać na wszystko. Prawdziwe szaleństwo! 🙂


FFYB 2017 – biznesowo

To był bardzo intensywny czas. Spokojnie mogę powiedzieć, że rzeczywiście jest Fast Forward – cztery dni spotkań, które dają mniej więcej półroczny efekt, gdybym chciał te spotkania wygenerować z poziomu biura. Nie licząc osób, do których w żaden inny sposób bym nie dotarł. Spotkałem wiele bardzo różnych osób. Od właścicieli kilku dużych spółek, po osoby dopiero myślące o otworzeniu własnego biznesu. Wszystko kosztowało mnie prawie brak snu, bo wykorzystywałem każdy moment po konferencji aby rozmawiać i poznawać ludzi, więc wracałem do hotelu na mniej więcej cztery godziny.

Co jednak najważniejsze, zrobiłem kilka bardzo dobrych prezentacji oferty i produktów. Spodobało się.

Urodziły się nowe kontakty, polecenia, zapytania o współpracę.

Były dwa spotkania bardzo wcześnie rano, na kilka godzin przed kolejnymi dniami konferencji. Nawet nie mam pomysłu, jak mógłbym dotrzeć do kontaktów i osób na tym poziomie biznesu, gdyby nie wyjazd. I przy okazji mam zdjęcia z Tower Bridge, zrobione przed wschodem Słońca. Tak wcześnie musiałem wstać, żeby zdążyć na ważne śniadanie biznesowe.

Pusty Tower Bridge, bardzo rano

 

Tower przed świtem

Jednym z niezaplanowanych i zaskakujących dla mnie efektów, jest znalezienie osób z Polski, które jak się okazało są zainteresowane współpracą. Bardzo jestem ciekawy, dokąd to mnie doprowadzi.

A zaoszczędzone drobniaki wydałem… na snickersy, które przywiozłem do Polski. Konsekwencja do bólu.


Niech żałują osoby, które miały ze mną jechać, a nie pojechały! Właściwie podsumuję to nawet tak (link do grafiki).

Już można planować wrześniowy weekend 2018.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *