Ostrzegamy – część IV: Wymuszenie „Na ochronę danych osobowych i szkolenie”

Wyłudzenia schowane za maską fałszywej pomocy związanej z ochroną danych osobowych w firmie i „obowiązkowym” szkoleniem

chetniepomoge298Długo zastanawiałem się, czy i na ile dokładnie opisać mechanizm tego procederu. Powód moich wahań jest bardzo prosty: Dla osoby nieetycznej podam na tacy gotowy przepis na „biznes”. Zakładam jednak, że odwiedzasz moją stronę z etycznych pobudek.

Jak w każdym wpisie z cyklu „Ostrzegamy”, nie podam nazwy ani danych opisanej firmy – właściwie jak się za chwilę przekonasz, nie robi ona nic nielegalnego… poza narażaniem małych podmiotów na stratę czasu, stres i niepotrzebne wydatki.

Kilkanaście tygodni temu jednego z moich klientów zaczęła telefonicznie nękać firma X.

Firma X działa w prosty sposób: Najpierw sprawdza dane swojej ofiary w KRS lub Ceidg. To rejestry jawne i dostępne dla każdego przez internet.  Najczęściej właściciele nie znają przepisów związanych z ochroną danych i nie mają stałego dostępu do porad prawnych. Oczywiste jest też, że w każdej działalności gospodarczej jakieś dane są przetwarzane. Szczególnie małe przedsiębiorstwa są łatwym łupem, ale znam też kilka naprawdę sporych, które „załapały się” na ten rodzaj wyłudzenia.

OK, firma X ma już dane podmiotu, zostało sprawdzone że podmiot ten działa. Teraz wystarczy tylko wykonać telefon z bardzo dobrze ułożoną rozmową sprzedażową.

Rozmowa najczęściej ma dwa etapy. Pierwszy jest grzeczny i z relacji naszego klienta wiem, że zawiera chyba wszystkie możliwe sprzedażowe chwyty NLP. Na tym etapie często się kończy, bo większość przedsiębiorców zgodzi się z niosącym pomoc sprzedawcą, że faktycznie, pilnie potrzebują szkolenia i dokumentacji, a wartość proponowanej usługi jest minimalna w porównaniu do możliwych do poniesienia kar. Firma X spokojnie daje czas do namysłu, bo przecież jeszcze jest miło i nie ma wywierania nacisku.

Gdyby jednak sprzedawca trafił na wyjątkowo opornego rozmówcę, a tak było w tym przypadku, kolejny etap rozmowy, około dwóch dni później, robi się nieprzyjemny. Niedwuznacznie, bo też ze sprytnym zastosowaniem kilku socjotechnik, sprzedawca z X daje do zrozumienia, że odmowa skończy się donosem na firmę do GIODO, i oczywiście kontrolą, karami, problemami, aż po potencjalną upadłość.

Nie sądzę żeby po takim zestawie prania mózgu ktoś odmówił. Zabiegani między codziennymi sprawami naszej firmy kupimy usługę dla świętego spokoju, przekonując siebie logicznie w duchu, że to dla bezpieczeństwa i spełnienia wymogów ustawowych.

Do tego momentu jest może nieładnie, ale to jeszcze by jakoś tam od biedy mogło być uznane za działania etyczne. Przecież postraszenie kogoś dla jego dobra, przekonanie do dobrych zachowań, to coś pozytywnego, czyż nie? Nawet jeżeli zastosowaliśmy potencjalnie nieetyczne narzędzia, to cel uświęca środki…

Tak by może było, gdyby nie dalsze działania naszych naciągaczy.

Kilka dni po rozmowie sprzedażowej, nasz klient dostał paczkę – to właśnie z tą paczką przyszedł do mojego biura.
W paczce, znajdowała się polityka bezpieczeństwa oraz wydrukowana ustawa o ochronie danych. A, byłbym zapomniał – znajdowała się tam też faktura na 600 PLN brutto, cena kilkukrotnie przekraczająca wspomnianą przez telefon wartość. Najlepszym jednak smaczkiem w tej sytuacji było to, że ustawa była w wersji od ponad pół roku nieaktualnej, a polityka (do której podobno „wystarczy wpisać dane pana firmy”) całkowicie nie pasowała do firmy klienta.

To też jeszcze nie koniec historii. Mniej więcej tydzień później przyszła kolejna paczka, tym razem materiał był opisany tytułem „Szkolenie”. Ściślej, nie było to szkolenie, a wydruk kilkunastu artykułów, pytań i odpowiedzi ze stron GIODO. Także prawnie przeterminowany. I kolejna faktura, tym razem mniejsza, 480 PLN.

Sytuacja z przesyłką powtórzyła się jeszcze trzykrotnie, a na koniec pojawiła się jeszcze dodatkowa, „promocyjna” oferta wykonania zgłoszenia zbiorów danych do GIODO za kolejne drobne 600 złotych brutto. Problem w tym, że nasz opisany w tym przypadku klient to bardzo mała firma. Nie tyle był on odporny na techniki sprzedażowe, a zwyczajnie wygospodarowanie kwot idących już w tysiące było poza zasięgiem jego aktualnych możliwości.

Spróbowaliśmy negocjacji. Firma X czuła się jednak bardzo pewnie, twierdząc że zawarto umowę, że mają nagrania, że wykonano usługę itp. Pojawiło się z ich strony wezwanie do zapłaty, z jednoczesnymi telefonami  z różnych numerów przypominającymi o „zawieszonej tylko chwilowo groźbie” przesłania donosu do GIODO.

Klient dostał od nas pomoc, przez włączenie do sprawy stale współpracującego z nami prawnika i z tego co wiem, kiedy pojawił się prawnik i kilka oficjalnych pism, X trochę się wycofała. Zobaczymy co będzie dalej.

Kolejną pomocą udzieloną klientowi było wspólne przygotowanie polityki bezpieczeństwa. I według mojej najlepszej wiedzy, uzyskanej podczas sporządzania polityki i prowadzonego jednoczesnego audytu bezpieczeństwa, podmiot ten… nie ma żadnego zbioru danych, który podlegałby obowiązkowi zgłoszenia do GIODO.

Nie żeby to była jakaś moja reklama (chociaż w sumie tak), ale cała usługa, realna i szyta na miarę, kosztuje u mnie zwykle mniej niż wspomniana wyżej pierwsza przesyłka z materiałami. A gdyby był uczestnikiem mojego szkolenia kadrowo-płacowego, to miałby wszystko o GIODO „w pakiecie” kadrowo-płacowym.

Jeżeli otrzymałeś podobną „ofertę nie do odrzucenia”, jeżeli nie masz pewności, czy w ogóle podlegasz tym obowiązkom, śmiało – kliknij w link, wybierz adres i napisz do mnie.

Możesz też podzielić się swoim doświadczeniem w komentarzu lub liście – który opublikuję lub streszczę tutaj, o ile oczywiście wyrazisz na to swoją zgodę.

Jeżeli dzięki temu razem uratujemy chociaż jedną naszą małą firmę przed podobnymi praktykami, to już się to działanie opłaca.

Dlatego zachęcam Cię do podzielenia się tym wpisem ze znajomym którzy np. mają firmy lub (z działalnością lub bez) budują swoje bazy mailingowe. Oczywiście zapraszam też na moje szkolenia!


 

Ostrzegamy

Ostrzegamy! – to wspólny tytuł dla cyklu wpisów, z których dowiesz się, jak uniknąć próby naciągnięcia (a mówiąc bardziej dosłownie: wyłudzenia, oszustwa, czasem wręcz okradzenia). Jak pokazuje życie, niewiedza zazwyczaj jest dość kosztowna, a metody naciągaczy to ciągły „wyścig zbrojeń”. Nie radzi sobie z nimi nasze Państwo, nie radzą organy ścigania, bo większość opisanych tu praktyk odbywa się w majestacie naszego dziurawego prawa.
Dlatego zapraszam do czytania, uczenia się, rozwiewania wątpliwości. Zachęcam też, jeżeli mój wpis spodobał Ci się, podziel się nim ze znajomymi, z zaprzyjaźnionymi firmami, z rodziną. Jeżeli razem uratujemy chociaż jednego przedsiębiorcę – to według mnie warto!

Wszystkie wpisy z cyklu „Ostrzegamy” znajdziesz klikając tutaj.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *