Prostota, czyli nie przekombinuj

Zacznijmy od ustalenia jednego oczywistego faktu:

Na koszulkach już się nie zarabia, koszulki się nie sprzedają, temat jest spalony, skończony i nierentowny.

Tak przynajmniej myślałem przed wrześniowym FFYB. Myślałbym tak dalej, gdyby nie dwie historie, które całkowicie zburzyły mój spokojny świat. Przepraszam za język, uważam że taki jest konieczny, żeby oddać emocje i wszystkie rzucone F-bombs.

„Kurwa, masz schemat, punkt po punkcie, zrób nim coś prostego!

– taką mniej więcej radę usłyszał Peter na iLabie kilka miesięcy temu od jednego z mentorów.

Miał już swoje „WHY”, znał wszystkie narzędzia i zasady budowania promocji. Przestudiował i znał zebrane dobre praktyki i historie sukcesów. Brakowało całej reszty, czyli „What, When, Who i How”. Ogólnie mówiąc, wiedział dlaczego chce „coś” zrobić. Brakowało pomysłu, czym ma być to „coś”, na czym mógłby użyć zdobytą właśnie wiedzę.

Męczyli się więc i siedzieli nad tym wszyscy, od starających się pomóc współuczestników, po prowadzących iLaba mentorów. Każdy pomysł był zły i z góry odrzucany przez Petera.

To się nie sprzeda, to nie do mojego kraju, to się ludziom nie spodoba, a tamto mi się nie podoba…

W końcu pojawił się projekt narzędzia marketingowego – oprogramowania wspomagającego sprzedaż i jednocześnie takiego, które mogło być sprzedawane. Projekty, schematy blokowe, zachowania klientów, warunki, programowanie, algorytmy. W kilkanaście godzin pomysł zmienił się w kilkadziesiąt zabazgranych stron, które im bardziej rosły, tym bardziej nie chciały ułożyć się w zgrabną całość. Co chwilę ktoś z ekipy dorzucał swoje trzy grosze. Te wspierające projekt były zapisywane. Te zwracające uwagę na słabe punkty projektu, były wodą na młyn Petera – projekt jeszcze się dobrze nie zaczął, a zaczęło się Peterowe narzekanie.

Peter sam mi opowiedział, jak wszystko się zaczęło. To była jedna z tych późnych nocnych sesji na iLabie, kiedy wszyscy siedzieli w sali szkoleniowej nad swoimi projektami. Narzekał akurat (sam mi się do tego przyznał), kiedy jeden z mentorów poprosił go na bok.

– Peter, masz wszystko, co potrzebujesz, od narzędzi po wsparcie zespołu. O co jeszcze chodzi?
– Bo ten program jest za trudny, chcę go zrobić, ale nie wiem jak. Jest tak rozrośnięty, że nie wiem jak ma działać, a rozdzielenie go na mniejsze moduły jest jeszcze bardziej bez sensu. Jak na przykład przygotować elevator peach dla tak rozbudowanego produktu? Jak mam o czymś takim opowiedzieć w minutę?
– Masz rację. Też uważam, że przekombinowujesz z tym pomysłem. Do tego narzekasz i obwiniasz wszystko i wszystkich dookoła.
– Tobie to jest łatwo, tylko sobie prowadzisz naszą grupę, a masz stabilną firmę. Naprawdę wydaje ci się że wszystko jest takie proste?! – zaatakował Peter, zirytowany.
– Kurwa, Peter, masz schemat i plan działań, punkt po punkcie, nie wymyślaj go od nowa, nie rób na tym projektu lotów kosmicznych, zrób nim coś prostego!
– To co mam niby zrobić? Jakieś pieprzone koszulki?

Tu zapadła cisza, dość krępująca, bo uwaga sali już dawno przeniosła się z projektów na stołach, na toczącą się w kącie coraz ostrzejszą dyskusję.

– A wiesz, to całkiem niezły pomysł. Weź to wszystko, nałóż plan promocji, zrób po prostu każdy punkt.
– To nie zadziała, koszulki sprzedaje w sieci co drugi nastolatek i…
– Po prostu zrób! Nie ulepszaj, nic nie dodawaj, nic nie kasuj. Umówmy się tak: robisz według instrukcji na nasz sposób i udowadniasz mi, że ten program nie działa, OK?

Oczywiście nie były to po prostu kolejne zwyczajne koszulki.
Nie była to też kolejna zwyczajna promocja.
To przecież był iLab, a tam mało co jest „zwyczajne”.

Peter udowadniał niedziałanie szkolenia przez trzy miesiące plus tydzień pobytu na Bali.

Pierwszy miesiąc dał wynik zero.

W trzecim miesiącu od startu, a w drugim miesiącu od wejścia na rynek, sprzedaż zamykała się kwotą 92 tysiące dolarów, przy całkowitych kosztach rzędu 35%, ale to niemożliwe, bo przecież koszulki się nie sprzedają.

Bolesne i niewygodne lustro

Muszę się przyznać, że robię dokładnie to samo, co Peter. Nie, nie koszulki.

Jak on, dostałem plany, wyniki, gotowe instrukcje. I co?

I patrzę, jak znajomi je realizują. A ja uparcie twierdzę, że są za proste, więc nie mogą działać. Wymyślam koło od nowa. A przynajmniej do tej pory wymyślałem. Bo londyńskie spotkanie z Peterem było dla mnie jak policzek. Kurcze, zachowuję się jak Peter. I pewnie na tym iLabie też zachowałbym się tak jak on, psując nastrój innym uczestnikom.

Po prostu zobaczyłem siebie jak w lustrze. Koniec wyznania.

Po powrocie z Londynu wykopałem wszystkie iLabowe materiały. Mam gotowe programy. Mam ponad dwudziestoletnią praktykę na polskim rynku.

Zgodnie z radą usłyszaną od A. Robbinsa: „trzymam się jednych porad biznesowych”. Rzeczywiście literatura biznesowa, gdyby traktować ją dosłownie, a jeszcze w takiej ilości, w jakiej pochłaniam książki, bardziej przeszkadza, niż pomaga w biznesie.

Mam wybrany kierunek. Mam dwóch wybranych mentorów biznesowych. Nie szukam potwierdzenia ani zaprzeczenia. Potwierdzeniem lub zaprzeczeniem będą efekty projektów, wynik firmy.

Przyjąłem ostatnio zasadę wyniesioną z równie wieloletnich japońskich doświadczeń w sztukach walki: kiedy z ucznia zostajesz hakamą, potem czarnym pasem, masz znowu stać się uczeniem – jeszcze bardziej służącym, pokornym, studiującym każdy szczegół nowym spojrzeniem. Założyłem dla samego siebie, że nic nie wiem. Dzięki temu nie stawiam się wyżej, nie ulepszam. Przyjmuję wiedzę taką jaka jest. Robię od początku wszystkie kursy, analizuję porady, tylko tym razem przechodzę do wdrożenia ich w moich firmach i do tego, do czego zobowiązali mnie moi mentorzy: do przekazania tej wiedzy dalej!


Jakby jednego koszulkowego policzka od świata było mało, oto

drugi przykład koszulkowy z ostatnich tygodni…

równie zaskakujący sukcesem, także przywieziony z FFYB – znajdziesz tutaj

(Link otwiera się w nowym oknie, prowadzi do artykułu w wersji angielskiej zamieszczonego na stronie GeniusU). Miałem okazję osobiście poznać przedstawionych w nim ludzi na FFYB 2017 w Londynie.

Przy okazji kliknięcia w link wyżej możesz przemyśleć, uporządkować i usprawnić swój biznes (lub pomysł na biznes) przy pomocy programów, narzędzi i wiedzy z GeniusU – zapraszam w pierwszych dniach października na spotkanie ze mną we Wrocławiu (tym bardziej, że w języku polskim), na którym pokażę co i jak.

Szczegóły dotyczące spotkania jeszcze przed końcem września znajdziesz tutaj na stronie, w newsletterze i w grupie na FB. Nie zapomnij polubić!

KISS – Keep It Simple, Stupid.
Nie przekombinuj.

 

PS.
Gdyby ktoś miał zaplecze produkcyjne, mam pomysł i biznesplan koszulkowy. W wersji, która sprzeda się na świecie i o której będzie głośno. Zapraszam, chętnie się podzielę, bo realizuję inne tematy i na ten nie znajdę już czasu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *