Wealth Dynamics – Jakiego dowodu potrzebujesz?

Co ma wspólnego Wealth Dynamics i współczesna psychologia?

InyangOkazuje się, że mają bardzo wiele wspólnego. Wealth Dynamics to wiedza wykorzystana przez współczesną psychologię – w wielu przypadkach bez zająknięcia się o wykorzystanym źródle.

Czy na przykład wiesz, że z Wealth Dynamics korzystali Freud i Jung przy tworzeniu swoich prac? Nie musisz wierzyć mi na słowo. Gdybyś szukał potwierdzenia, zapraszam do dobrego antykwariatu (czasami nawet do znalezienia na allegro lub ebay). Poszukaj wg nazwisk i dodatkowo takich haseł jak „kwiat”, „Księga przemian” i/lub wspomniana w tytule „Księga I-Ching”.

Żeby było ciekawiej, to nie tylko oni, ale także współcześni im psycholodzy zachwycili się oni dokonaniami psychologii wschodniej i szeroko z niej korzystali. Jednocześnie jednak, prawdopodobnie z braku rzetelnych tłumaczeń, przenieśli na grunt europejski tylko „liźnięcie” tematu. Taką najbardziej widoczną część I-Cing – introwertyzm, ekstrawertyzm itp. znane nam do dzisiaj powszechnie definicje.

Liźnięcie tematu, bo jak bez wprowadzenia w temat tłumaczyć powstające przez wieki chińskie traktaty objętości wielu tysięcy stron? Jak w kilkusetstronicowej książce opisać coś, czego w Chinach ktoś całe życie uczy się od swojego mistrza? Byłoby to porywanie się z motyką na Słońce, coś podobnego do kieszonkowego poradnika feng-shui. Tyle że w Chinach specjalista od feng-shui to zawód. Wiedza o przepływającej wokół nas energii jest wykorzystywana od budowy drapaczy chmur, przez kształt samochodów, po projekt wizytówki dla zarządu.

 

Kwestionuj i sprawdzaj!

Nie potrafimy jeszcze badać energii dostępnymi nam metodami. Czy nie jest ważniejsze, że w jednych miejscach czujemy się lepiej, w innych gorzej? A przebywanie w niektórych pomieszczeniach po prostu odchorowujemy? Czy nie ważniejsze jest to, że energia po prostu na nas działa?

Czy wiesz, że z naukowego punktu widzenia współczesna fizyka i chemia nie potrafi wyjaśnić jak działa ogień? Tak, mamy wiele teorii. Wiemy co dzieje się na poziomie atomowym (że zachodzi utlenianie, przejście z jednego chemicznego związku w inny, że energia wiązań, że przekroczenie jakiegoś punktu krytycznego itp. Tylko to wszystko nadal nie wyjaśnia, jak działa ogień. Nie wyjaśnia, dlaczego kiedy rozpalasz ognisko, nagle nie dochodzi do łańcuszka i od ogniska nie zapala się cały świat. Czy nasza niewiedza sprawia, że ognisko jest mniej warte? Czy przeszkadza ci to wykorzystywać ciepło Twojej kuchenki gazowej lub blask płomienia podczas romantycznej randki nad jeziorem? „Nie, nie wiem jak to działa! To nie ma wartości, bo nie ma naukowych podstaw!”…

Naukowe podstawy?

Wiele lat spędziłem na różnych uczelniach (głównie powodowany życiową ciekawością, tylko jednej z nich nie ukończyłem). O, gdybym mógł z nazwiskami opowiedzieć Ci, jak wygląda „prawdziwa” nauka. Ile jest w „nauce” układów i polityki. Czasem jest w nauce więcej strachu przed odkrywaniem nowego, niż ciekawości świata.

Bo może prowadząc swoje doświadczenie nagle odkryjesz (dawno wszystkim znaną) nieregularność, jakieś odchylenie poza schematem? Tylko że tym odkryciem mógłbyś podważyć karierę, książki i życiowe badania szefa swojego wydziału – a on i tak już cię nie lubi. A może nawet samego świętego rektora twojej Alma Mater? To może lepiej tego odchylenia nie odkrywać?

Moje osobiste doświadczenia i wspomnienia „naukowe”

Pierwszy przykład z brzegu. W pracy badawczej wykorzystywano wykres i dane z tabel z książki, zamiast wyników doświadczenia. Otrzymane doświadczeniach wyniki niestety nie pasowały do ogólnie panujących teorii, a autorem książki był profesor nadzorujący projekt badawczy. Całe badanie było po cichu trzykrotnie powtórzone. Za każdym razem przy sprawdzeniu warunków początkowych, trzy powtórki zrobione przez 3 niezależne zespoły. Dla pikanterii dodam, że wynik tego etapu miał wpływ na wybór metod i prób do kolejnych doświadczeń w projekcie. Prowadzący nasze grupy szefowie zespołów, nie odważyli się zakwestionować danych z oficjalnej książki.


To mogło zmienić świat – ile jest takich przypadków?

Widziałem rewolucyjne prace badawcze z zakresu chemii i ochrony środowiska. Bez wielkiej przesady w tych słowach – metody które mogły zmienić świat (np. metody bezodpadowego oczyszczania środowiska z bardzo powszechnego i uciążliwego skażenia). Odkrycia te nie doczekały się kontynuacji i grantu na wdrożenie bo… podważały dokonania osób mających bezstronnie oceniać przydatność nowej technologii. W chwili oceny przez zespół trzech niezależnych ekspertów. Pierwszy przyznał maksymalną ocenę. Drugi był neutralny. Trzeci ekspert… napisał opinię mówiącą, że taka metoda nie będzie opłacalna i możliwa do wdrożenia. Projekt dokończenia badań i dostosowania metody do wykorzystania w skali przemysłowej przepadł.

Dopiero dwa lata później po dokładniejszej analizie okazało się, że trzeci ekspert zajmował się przez większość życia potencjalnie konkurencyjną metodą. Gorszą, ale swoją.


Jak broniłem jedną z prac dyplomowych?

Może o mojej osobistej przeszłości akademickiej nie można mówić jako o odkryciach. To jednak też jest niezły przykład. Jedna z moich prac dyplomowych była podczas obrony dwa razy kwestionowana przez „autorytety”, bo cytuję:

Taki problem w nauce przedmiotu nie istnieje, bo ja o nim nie słyszałem.

Czyli tytuł prof. przed nazwiskiem powoduje, że wie się już wszystko o wszystkim? Jak to świadczy o ocenie pracy – czy pan ją w ogóle przeczytał?

Udało się przekonać komisję, że temat może nie jest popularny, ale z pewnością istnieje. Pod koniec tej samej obrony drugi kwiatek, inna osoba z tej samej komisji:

Użyta metoda może daje wynik, jest możliwa do zastosowania, ale sam sposób wyliczenia jest zbyt prosty.

Jeszcze przed magisterium wiedziałem, że jednym z pierwszych wykładów dla doktorantów jest temat brzytwy Ockhama. Pewnie pan profesor nie słyszał? Nie, nie takie coś do golenia… Moja praca z „nieistniejącym problemem”, po wdrożeniu jej w przemyśle, zabezpieczała około 12 mln złotych rocznie. Tylko w jednej (pierwszej, niewielkiej i użytej jako test) firmie produkcyjnej na Dolnym Śląsku.


Jakieś inne przykłady „naukowości” nauki?

Chcesz więcej przykładów rzetelności o otwartości nauki? Proszę bardzo, pierwszy z brzegu, odszukaj i przeczytaj np. książkę „Zakazana archeologia”. A jeżeli chcesz więcej, daj mi znać, mogę sporo jeszcze podesłać.

Nadal chcesz „naukowych dowodów”? To znaczy dowodów dostarczanych przez współczesną naukę, finansowaną zewnętrznie przez korporacje? Czy może trochę otworzyłem ci oczy?

I nie zmierzam tutaj do tego, żeby dyskredytować naukę. Zmierzam do tego, żeby każdy z nas dążył do kwestionowania status-quo. Żeby zastanawiać się, szukać innych dróg, nigdy w nic ślepo nie wierzyć. Nie wykłócać się, broń Boże, szczególnie kiedy o jakimś temacie nie ma się zielonego pojęcia. Po prostu być ciekawym świata i drążyć temat.


Wealth Dynamics to wiedza i wnioski oparte o 5 000 lat obserwacji.

Czy wystarczą obserwacje i doświadczenia prowadzone dłużej niż istnieje europejska kultura?

W tej chwili jesteś o jedno kliknięcie od możliwości zmiany życia na lepsze.

Chcesz dowiedzieć się więcej o odkrywaniu swojego profilu lub wykonać test?

Przejdź tutaj (link strony domowej testu, otwiera się w nowym oknie)

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *